logo

Grażyna Korzeniowska – Żyć, aby tworzyć

Żyć, aby tworzyć

„Wytyczenie kierunku to chęć do określenia miejsca, do którego się dąży, uczucia, które chce się poznać, czy „kręgu światła”, w którym chciałoby się znaleźć. Środki, których się do tego używa, są oczywiście różne, zależne od chwili, sposobu myślenia, wiedzy, inteligencji, w końcu osobowości artysty” – tak pisał we wstępie do katalogu swojej wystawy obrazów zatytułowanych „Kierunki”.

Józef Krzysztof Oraczewski uprawia z powodzeniem, a i rozmachem, malarstwo sztalugowe, rysunek, grafikę, instalacje przestrzenne. Trzy zatytułowane „Pamięci Ojca”, „Pompejańska” i „Ptak” oraz dwa cykle obrazów „Kierunki” i „Zderzenia” w styczniu tego roku prezentował on na indywidualnych wystawach w Muzeum Okręgowym w Düsseldorfie i w galerii Sigfrida Blaua. Za nim też wernisaż cyklu obrazów „Skrzydlaci” w Galerii „Nowego Dziennika” w Nowym Jorku. Przed nim dwie wystawy w Muzeum Sztuki w Bochum, do których Oraczewskiego zaprosił dyrektor muzeum, dr Peter Spielmann. Obok instalacji, nieodżałowanego, Tadeusza Kantora pn. „Pamięci Matki”, artysta przedstawi swoją zatytułowaną „Pamięci Ojca”. Na drugiej, indywidualnej pokaże instalacje i cykl obrazów „Dotknięcie anioła”.

Najważniejszym kierunkiem, w którym zdąża ostatnimi czasy jego działalność artystyczna jest ukończenie instalacji o tytule „Arka Przymierza”. Chce ją pokazać w najbardziej charyzmatycznym mieście świata, Jerozolimie.

Oraczewski jest twórcą niespokojnym. Co chwila sięgającym po inny środek i sposób wyrazu, przynajmniej tak wydaje się amatorom oglądającym jego wystawy.

– By odnieść sukces artystyczny w kategoriach komercyjnych – mówi Oraczewski – trzeba się na coś zdecydować, określić siebie jako artystę malującego np. tylko kolorem białym i czerwonym albo stawiającego na płótnie jeden znak graficzny. Ale to jest twórczość dla odbiorcy powierzchownego, który nie chce wdawać się w meandry rozważań filozofii twórczości, chce mieć artystę gotowego przez jego znak rozpoznawczy, jak metkę przy ubraniu. Ja nie zamykam się w jednym sposobie techniki i wypowiedzi. A mimo to udało mu się zainteresować swymi pracami szerokie kręgi publiczności.

Jest też Oraczewski artystą uczuciowym. – Przeżycie to podstawa mego działania artystycznego – stwierdza. – Wiele z moich prac powstało bardziej z podszeptu intuicji niż logiki doświadczonego twórcy. Moje działanie artystyczne, z którym się identyfikuję, nie jest działaniem na dzieło – wyznaje artysta – jest działaniem na życie.

A znaczy to tyle, że aby żyć, musi tworzyć. Czerpać garściami z otaczającego świata, ludzi, barw, dźwięków, przedmiotów, zdarzeń i emocji. Kłaść plamy farby na płótnie, na papierze rozlewać tusz, wznosić ku niebu rzeźbiarskie wizje. I choć nadaje im imiona, interpretacje zostawia odbiorcy.

Obraz „Skrzydło niebieskiego ptaka”, wbrew tytułowi, wbija się w pamięć czerwonym, gorejącym ptakiem, ciągnącym za sobą rozpaloną smugę światła – symbol miłości, życia, pokonywania śmierci, która codziennie zagarnia nas swym błękitnym skrzydłem.

Podobnie jest z instalacjami – „Drzewo życia”, „Koń trojański” – inaczej przeżywają je w Bonn, inaczej w Moskwie, a jeszcze inaczej w Warszawie.

Rozumiecie je, jak chcecie – zdaje się mówić artysta.

Instalacja pochłonęła Oraczewskiego ostatnimi czasy najbardziej. Artysta odpiera zarazem zarzuty, że zajmuje się tym sposobem wyrazu z komercyjnego wyrachowania. Już jego praca dyplomowa (ASP 1972 r.) była rodzajem instalacji, gdy ta forma nie stała się jeszcze modna.

– Posługuje się takim środkiem wyrazu, który jest bogatszy i więcej mówiący niż obraz, dlatego wybieram instalację – wyjaśnia. – W niej mogę posłużyć się wielością form plastycznych.

Nie lubi określenia instalacja, mimo że to przecież instalowanie w przestrzeni wielu elementów, wolałby nazwę – kompozycja przestrzenna. Ale nie nazwa jest tu najważniejsza. Główny cel twórcy to jak najpełniejsze oddziałanie na widza, właśnie poprzez wielość elementów instalacji. To one odwołują się do ludzkiej wrażliwości, doświadczeń, przeżyć. – Do każdej decyzji zastosowania takich czy innych środków wyrazu – mówi Oraczewski – można dopisać negatywny bądź pozytywny komentarz. Staram się, by moje prace oddziaływały pozytywnie.

Oznacza to, że nie chce być twórcą obrazoburczym, agresywnym. Nie chodzi mu o „epatowanie skandalem”. Taka sztuka ma działanie doraźne. – chodzi mi o to – wyjaśnia Józef Oraczewski – aby moje obrazy, instalacje i programowane wokół nich misteria otwierały widza – uczestnika na siebie…

Gdy publiczność krąży wokół ludzkich sylwetek wzlatujących i upadających, zastygłych w geście obrony, a może radości; gdy jest na wyciągnięcie ręki od podrywającego się do biegu, zbitego z desek rumaka; gdy jej oczy przyciąga płótno z cieniem ciała jakby rozpiętym na krzyżu, wtedy idą tam, dokąd prowadzi ich artysta. Ale on tylko wskazuje drogę, dalej muszą pójść sami, zbierając z jego prac dla siebie tyle, ile potrafią odczytać znaczeń, odebrać wzruszeń, zrozumieć.

Grażyna Korzeniowska

Komentarze zostały wyłączone.

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!