logo

W poszukiwaniu prawdziwej sztuki cz.3

Pamiętasz o „myślinach”, o których ci mówił twój profesor Józef Szajna, a widzę te myśliny jako skojarzenie słów „myśli” i „mydliny”, od mydlenia, i to by się zgadzało, kiedy mówimy o wartościach, których nie ma w tym, co się dziś lansuje w centrach ekspozycyjnych jako sztukę naszych czasów, a co z prawdziwą sztuką nie ma najczęściej nic wspólnego. Pisali o tobie historycy sztuki, kiedy ciebie jeszcze nie znałem, np. J. Madeyski tak oto: „Odrzucił jakże dziś modny antyestetyzm i drastyczność wyobrażeń. Z pełną świadomością i premedytacją nawet, dąży do piękna, ba, pewnej dekoracyjności swych płaszczyznowych i przestrzennych kompozycji, pomny być może, kapitalnego zdania z pomyśleń Wyspiańskiego: »Sztuka dekoracyjna? Takiego pojęcia nie ma. Każda dobra sztuka jest ze swej natury dekoracyjna«”. Zważ, że to powiedziane ponad sto lat temu. Co ty na to, dziś?

Moim zdaniem, to cały czas, do dziś jest prawdą. Zmieniają się oczywiście tylko kryteria, odczucia, które szczególnie dziś poddane są prymatowi nowych mediów. Dlatego też przeróżne rzeczy ludziom się podobają. Ale widzę jednocześnie, że zaczyna być w Polsce modne zajmowanie się sztuką współczesną i kolekcjonowanie jej, co zauważył również znany kolekcjoner Wojciech Fibak. Młodzi ludzie, którzy już gdzieś liznęli trochę świata, widzą, jak to jest w Stanach, Niemczech, Francji czy Włoszech. Widzą, że to jest jednak troszkę coś innego niż to, co się dzieje w Polsce, ze względu na fakt, że zamożność społeczeństwa też jest inna. Więc dla tych u nas, którzy zetknęli się już z kolekcjonowaniem, i w ogóle ze sztuką, kryterium podstawowym jest to, z czym oni sami się identyfikują. Czyli, co potrafi ą zrozumieć i co potrafi im się spodobać. Jeśli ktoś jest nastawiony na pewnego rodzaju dekoracyjność, o której wspomniałeś, nie tylko w sztuce, ale w ogóle, to jest to pewnego rodzaju kryterium decydujące o tym, że pewne działania artystyczne są do zaakceptowania, a inne nie. W moim przypadku akurat to, co napisał o mojej skłonności do dekoracyjnych form prof. Madeyski, wynika przede wszystkim z różnego rodzaju detali, które są dla mnie znaczące i czasami funkcjonują w kategoriach symbolicznych.

 

Jakie to detale: materiałowe, myślowe, duchowe? To wstępne pytanie o realizacje.

Na przykład różnego rodzaju detale związane z tym, co funkcjonuje w architekturze, czyli pewnego rodzaju dekoracyjność, która jest elementem spajającym różne formy. I jeśli użyje się tego elementu spajającego, to nagle się okazuje, że to spoiwo samo w sobie jest elementem dekoracyjności. Może funkcjonować jako oddzielny element, wyrażający pewną koncepcję, która jest właśnie tą formą ekspresji, mającą działać na ludzi. Dla jednych jest to dekoracyjność, dla drugich ciekawy szczegół, dla innych symbol jakiejś epoki, wydarzenia. Dla mnie ten symbol jest ważniejszy niż ta dekoracyjność, która summa summarum jest wynikiem pobieżnego punktu widzenia.

 

Powiedz, po co robiłeś instalacje przestrzenne, czyli dzieła chwilowe, po których pozostają tylko zdjęcia. Realizowałeś je jako wyrafinowane koncepcje czy jako recykling, często dziś praktykowany, czyli składanki, zlepki z rzeczy gotowych, porzuconych, odpadowych?

W moim przypadku instalacje związane są zawsze z myśleniem o człowieku, w kontekście jego skali i wydarzenia, w jakim uczestniczy, a nawet w kontekście politycznym, czyli w sumie świata, jaki go otacza. Popatrz na te zdjęcia biało-czerwonej instalacji zatytułowanej „Pompeja”, którą robiłem w czasach pierwszej Solidarności. Składa się z obrazów i rzeźb, postaci są naturalnej wielkości, może nawet nieco wyższe od przeciętnego człowieka, ujęte w dynamicznym ruchu tworzą układ – a przyznam szczerze, że wyszło to spontanicznie, bez kalkulacji – układ przypominający słynny, charakterystyczny znak Solidarności. Te postaci, figury, to są rzeźby, które poddałem celowo okrutnej destrukcji. Dwa lata je robiłem, wraz z ich dojrzewaniem; materią ich są żywica i gips, wszystkie potem leżały długo na ziemi, nasiąkając słońcem, wiatrem, deszczem i mrozem, i z tego zrodziły się niesamowite, witalne efekty. Potem ta instalacja była pokazana w Moskwie, gdzie została odebrana jako polski duch, nasz akcent na czas pierestrojki. To wszystko – obrazy i rzeźby, tworzące dynamiczny wielkoprzestrzenny układ – działa na zasadzie wejścia w środek. W przypadku oceny obrazu jesteś decydentem, natomiast w moim przypadku instalacja jest decydentem. I to dotyczy wszystkich moich instalacji. Spójrz, „Koń Trojański”, „Dotknięcie Anioła”, to wszystko są relacje, do których wchodzisz, jako do przestrzeni wyjątkowej, zamkniętej i otwartej, wypełnionej treścią wizualną i dźwiękową. „Dotknięcie Anioła” to były drzwi, przez które wchodziło się jak pomiędzy skrzydłami, których dotykasz, ocierasz się o nie, żeby przejść. Dalej masz obraz wielkości ponad trzymetrowej i słyszysz muzykę, akurat wtedy wybraną ze starej pieśni norweskiej, wręcz jako poczucie krwi. Obraz jest z pierzem, które drży.

 

To inscenizacja ze sztucznym wiatrem, z wiatraczka…

Tak, wiatr jest wymuszony, ale jest. To samo dotyczy np. instalacji „Drzewo życia”, którą zrealizowałem w Izraelu.

 

Czy i tam, tak daleko, była przygotowana i zrealizowana w całości na miejscu?

Tak, wszystko było robione tam. Patrz, najpierw jest drzewko oliwne, które jest wielkim symbolem, od którego cała instalacja się zaczyna i przechodzi do miejsca, w którym człowiek jest chroniony przez coś, co wynika z koncepcji bunkra, który akurat w tym miejscu, w Izraelu funkcjonuje jako rzecz symboliczna i jednocześnie jako realna życiowa przestrzeń do chronienia życia. Figury są tu trzymetrowej wielkości, malowane ziemią, świętą ziemią, a drewno tu obecne, to drewno, z którego robi się tam szalunek do bunkra. Ta instalacja to wyszalowany bunkier, w którym także różne inne elementy, w tym i obrazy malowane ziemią, stanowią o tym, że człowiek w tę instalację wchodzi i ma wrażenia, których nigdy – poza tym miejscem, poza tą przestrzenią – nie doświadczy. Teraz wrażenie wchodzenia w coś daje superprojekcja filmowa w technice 3D. Oglądasz i wydaje ci się, że jesteś w środku.

 

I nagle gwiazdki spadają ci z nieba, fruwają nad głową i ręce same ci się wyciągają, żeby którąś złapać. Ale to tylko złudzenie i wiesz, że kiedy wyjdziesz, nie masz już złudzenia, dokąd wracasz.

Ale tu, w mojej instalacji, masz to w formie naturalnej, dotykowej, możesz się o to otrzeć, możesz też się tym wręcz ubrudzić, bo obraz malowany ziemią nie jest zafiksowany. Więc to są elementy kreacji, które powodują, że człowiek doświadcza wrażeń takich, jakie podsuwa mu naturalne, rzeczywiste otoczenie. Jak się kładziesz na zielonej trawie i własnym ciałem ją dociskasz, masz określony smak, zapach, masz określony dotyk, określone wrażenia. I tak funkcjonuje sztuka. Nie można polizać loda w przestrzeni.

 

Obrazy czysto malarskie to twój główny, podstawowy środek ekspresji. Ciekaw jestem, jak sam interpretujesz swoje prace, wizje, które są zamknięte, skończone, ale i zarazem otwarte. Oto np. „Relief V” z cyklu wielkoformatowych reliefów, zdominowany błękitami i zielenią różnych odcieni, który wygląda na niezbyt jasny pejzaż.

Ten obraz, czterometrowej długości, wygląda na pejzaż, ale ten pejzaż jest tylko tłem. Na pierwszym planie jest stalowa, reliefowa brama, która stanowi pewną przegrodę i zarazem zaproszenie do przejścia z tego miejsca, w którym się znajduje widz, do miejsca, które właśnie widzi. Widzi, ile światła ma w sobie, oto kraina szczęśliwości. Trzeba dążyć do rzeczy, które są piękne i dobre, i ten obraz jest dla mnie wyznacznikiem takiego dążenia. A jednocześnie różnego rodzaju detale mają swoje znaczenie, kojarząc się z różnymi miejscami i przeżyciami, także moimi. W każdym obrazie musi tkwić jakaś tajemnica, bez tej tajemnicy nie ma dzieła sztuki.

 

Moglibyśmy jeszcze o wielu twoich obrazach mówić, wypełniających cykle pegazów, aniołów, skrzydlatych twoich, ale skończmy na tym, co masz aktualnie na warsztacie, i co być może zobaczymy niebawem.

W tej chwili przygotowuję dwa duże cykle obrazów, z których jeden nazywa się „Chusty”. Jest to odniesienie do różnego rodzaju dzieł sztuki, najczęściej antycznej, które mają ducha kanonu piękna dawnych czasów. Wszystko tu będzie jak odcisk na chuście, którą z punktu widzenia technicznego będzie można zwinąć. Mam tkaninę, która była kiedyś sitem do wyciskania czerwonego wina. Ma swoją strukturę, swoje nasycenie, gęstość, i wszystko to wyzwala działanie. Dawno temu ją kupiłem. Mam już zaczęte obrazy i kontynuuję pracę nad nimi. Ten materiał nabyłem 20 lat temu i on musiał dojrzeć do tego, żeby znaleźć swoje zastosowanie, bo to materia, w której już coś tkwi, co było dla mnie jednocześnie bliskie barwą, strukturą i wszystkim, co życiodajne. Cały czas mam też w głowie trzy następne instalacje, pracuję nad nimi, ale nie powiem ci o nich, bo jeszcze nic nie jest skonkretyzowane. A jednocześnie są to tak wielkie zamierzenia, że trzeba kilku milionów złotych na ich realizację i sam nie jestem w stanie tego wyłożyć. Ale mają stopę zwrotu.

 

Ktoś by to mógł nazwać banalnym, ekologicznym, a modnym teraz pomyślaniem, ale ja widzę, że to nie tylko myśl, ale i trudna, ciężka materia, którą pracowicie i pieczołowicie gromadzisz, aby coś z tego wyrosło. Czy to projekty jednorazowych wydarzeń?

Nie, to mają być cykle, wielkie realizacje. Dwie z nich będą serią obrazów o rozmiarach 5 metrów wysokości i 10 metrów długości i w każdym cyklu ma być 12 takich obrazów zamykających się w krąg w jednym pokazie.

 

To giganty, do tego kręgu wchodzi widz i zostaje przygnieciony, powalony…

Nie powalony, może też nie przygnieciony, ale oczarowany.

 

Do pobrania oryginalny tekst pdf – W poszukiwanu prawdziwej sztuki cz. 3 – świat elit

Komentarze zostały wyłączone.

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!